3-5 XI 2006

[galeria]

Warszawa, 3-4 listopada 2006

Długo  oczekiwałem na dzień spotkania młodzieżowego w Warszawie. Z różnych  powodów. Po pierwsze, byłem tam gościem rok wcześniej i bardzo  przeżyłem wtedy krótki pobyt na Zakopiańskiej. Młodzi, napływowi bracia  i siostry spoza „centrali” mieszkając tam od niedawna zdołali wziąć pod  opiekę życie towarzyskie stołecznego zboru i tworzą tam bardzo dobry,  uduchowiony i przyjazny klimat. Nie inaczej było w tym roku. Po drugie  – zostałem poproszony przez moich kolegów – studentów, poważnych już  braci organizatorów, Daniela Parnaka i Izraela Wąciora o prowadzenie  wieczornej społeczności w piątek – tuż po rozpoczęciu. Prolegomena do  dziejów ostatniego z dobrych królów judzkich – tragicznego Jozjasza.  Wspaniały temat, myślę, że bardzo dobrze świadczy o rozwoju  zainteresowań najmłodszego pokolenia Badaczy, które z kręgu  nowotestamentalnych rozważań ostrożnie i pomału, ale z widoczną  ciekawością przerzuca się na Stary Testament. Tak powinno być.

Na  spotkanie młodzieżowe zjechało się dużo młodych wierzących z całej  Polski – wyłączywszy jednak kilkunastoosobową grupę, która pojechała do  Cluj w Rumunii, aby tam umacniać swoich rówieśników przez wspólną  społeczność i budowanie serdecznej zażyłości. Jest im to bardzo  potrzebne, ponieważ tam młodzież dopiero teraz zaczyna się jednoczyć  i prowadzić wspólne, odrębne duchowe rozważania, właściwe dla potrzeb  swojego wieku.

Wracając do tematu Warszawy i tego, co działo  się na młodzieżowym, to zanim omówię program społeczności – powiem  jeszcze o tym, co mnie ucieszyło. Otóż wiedzcie, że bardzo dobrze jest  tam, na Zakopiańską przybyć w miarę jak najwcześniej (co udało się  zrobić mojemu przyjacielowi Łukaszowi i mnie), przed rozpoczęciem, aby  móc poobserwować i uczestniczyć w tej radosnej krzątaninie, jaka tam  z okazji gości jest, zobaczyć, jak dobrze zorganizowani są domownicy  zboru (choć wydaje się chwilami, że nikt nic nie wie), odwiedzić  gościnnych Martę i Oliviera Kwarciaków, porozmawiać w kuchni  z pracowitym Piotrkiem Michailszynem. Pooddychać atmosferą sali  nabożeństw, stąpać po drewnianych schodach, przyglądać się wielkiemu  portretowi pastora Russella. Obejrzeć książki (to lubię) –  w warszawskim zborze są cenne dzieła. Wreszcie – czekać na pierwszych  gości, zgadywać, kto przybędzie, i witać wszystkich.

Przechodzę  do omówienia nabożeństw. Obawiałem się trochę, że może będzie ciężko  zacząć od badania historii królów judzkich, bo młodzi ludzie mają tak,  że najpierw muszą się nawzajem ogrzać – radością, śmiechem, rozmowami.  A Wy, dojrzali braterstwo i staruszkowie – Wy tak nie macie? Na pewno  też. Więc prognozowałem kłopoty, martwotę i brak uczestnictwa na  zebraniu. Jak się myliłem! Chcę pochwalić zaangażowanie młodych, którzy  pokazali, że tematy zaczerpnięte z Ksiąg Królewskich nie są im wcale  obce (a jeśli nawet są, to długo tak nie będzie). A inną refleksją  z nabożeństwa płynącą jest to, że sposobem na przełamanie „pierwszych  lodów” jest mówienie o Biblii z pełnym zaangażowaniem i naukową  ciekawością. To może z powodzeniem zastąpić w rozgrzewaniu naszej  młodzieży luźne rozmowy na parapetach w przerwie – i zachęcić ją do  interakcji.

Muszę wspomnieć o posiłkach, jakimi pokrzepiano  młodzież w Warszawie: jak Wy, kochane ciocie to robicie, że to takie  dobre? Nie myślcie, że z powodu źle rozumianego szacunku dla Wędrówki  nie pochwalę Was za pyszne kanapki z masą jajeczną, sałatki, kiełbaski  i kurczaki tak przyrządzone, że niech się KFC schowa. I nie sądzę, że  dostatecznie tłumaczy to fakt, że od dwu miesięcy jestem studentem  żyjącym 600 km od domu.

Poranną społeczność poprowadził Dawid  Organek, który na chwilę przerzucił naszą uwagę od historii Izraela na  nasze życie, starając się, aby niektóre osoby otworzyły się  i opowiedziały co nieco o sobie – i żebyśmy się lepiej poznali. Było to  potrzebne, o czym świadczyło to, że na jego prośbę powstało  i przedstawiło się wszystkim aż kilkanaście osób, które pierwszy raz  odwiedziły zbór mazowiecki.

Po społeczności organizatorzy,  szanujący różnorodność naszych zainteresowań zaproponowali aż trzy  sposoby spędzenia wolnego popołudnia: piłkę nożną, zwiedzanie muzeum,  a dla wolących pozostać w ciepłym domu – tenis stołowy. Wyników  ping-ponga nie znam, liczby i stanu muzealnych zabytków też nie podam,  bo jak łatwo się domyślić – wbrew humanistycznym inklinacjom poszedłem  za większością, tj. na salę gimnastyczną przy szkole im. Olimpijczyków,  gdzie odbył się zacięty mecz chłopców (co z tego miały dziewczęta,  których przybyła spora gromadka?). Trochę za zacięty. Zauważyłem złe  emocje, ja, który zwykle zauważam mało albo nic. Po co się denerwować  i traktować tak ambicjonalnie grę w „nogę”, która powinna być zwykłą  rozrywką? Dobrze wszystko co się w życiu robi wykonywać jak najlepiej,  ale piłka nożna w umysłach niektórych młodych Badaczy zajmuje nieco  zbyt dużo miejsca – tak sądzę. I nie jest dla mnie przyjemnością  zauważyć, że pewni młodzi postąpili tak, jakby przyjechali tylko na  mecz, bo przybyli w sobotę rano, tj. na drugi dzień młodzieżowego –  i odjechali po piłce właśnie.

Ich strata, ponieważ nie było  im dane uczestniczyć w społeczności brata Oliviera, któremu za kanwę do  rozmowy o skierowanym do człowieka wezwaniu Bożym posłużyła historia  o niezwykłym znalezisku. Chodziło o księgi Zakonu, które wykonujący  polecenie odnowy przybytku kapłan Chilkiasz odkrył i zaniósł królowi  Jozjaszowi. Dzięki nim król dowiedział się, jaka jest prawdziwa  sytuacja narodu i stanowisko Boga wobec grzechów Judejczyków. Bez tego  nie wiedziałby nic. Olivier dostrzegł w tym analogię między młodym  królem a nami, którzy szukamy woli Ojcowskiej względem nas. Bywa tak,  że otwieramy Pismo... i znajdujemy w nim coś, co jest jakby powiedziane  właśnie do nas! Wiele zebranych osób opowiedziało nam o takich  sytuacjach w swoim życiu.

Wieczór, kończący warszawskie  spotkanie, został zamknięty w dwóch częściach: biblijnym konkursie  opartym na motywie telewizyjnego turnieju, i – pokazie audiowizualnym  wraz z historycznym komentarzem Jakuba Wąciora. Mimo, że po większość  informacji o ówczesnej sytuacji geopolitycznej tego regionu historycy  sięgają właśnie do Starego Testamentu, Jakub zdołał zgromadzić bardzo  ciekawe wiadomości o ruchach mocarstw Egiptu, Asyrii, Izraela  i Babilonii na wojennej szachownicy starożytności.

I tak  skończyło się spotkanie warszawskie. Nie mogę uczynić tu wzmianki  o mnóstwie rozmów, jakie tu i tam się toczyły, nie wiem, o czym kto  myślał i jak się na tę duchową społeczność patrzył – i niestety nie  dowiem się nigdy. A bardzo chciałbym wiedzieć.

Co można  jeszcze dodać? Chętnie byśmy jeszcze kiedyś do Was przyjechali, kochani  bracia z Warszawy. Nie wiem tylko, czy jeszcze będziecie chcieli nas  zapraszać. Ale byłoby nam bardzo miło. Dziękujmy Panu Bogu za takie  spotkania. Są miłym wspomnieniem wspólnie spędzonego czasu, nieblaknącą  fotografią z najlepszych chwil w życiu.

Zostańcie z Bogiem.

SK
Przewiń do góry ▲