Kurs w Warszawie 8-22.VIII.1982 r.

„Z ust niemowląt i ssących wykonałeś chwalę” – Mat. 21:16.

Tak, to sam Pan sprawił, że mogliśmy spędzić dwa tygodnie z  maluchami, które oddawały Bogu chwałę. W Warszawie spotkaliśmy się w  gronie 20 dzieci. Wydawać by się mogło, że to garsteczka, ale właśnie  dzięki temu mogliśmy bardzo szybko poznać się i czuć tak jak w dużej  rodzinie.

Kurs rozpoczął się hasłem: „Zanim coś uczynisz, zastanów się, co zrobiłby na twoim miejscu Pan Jezus”. I  rzeczywiście zastanawialiśmy się, choć nie zawsze było tak, jak  chcieliśmy. Ale właśnie to nas zbliżało. Dzieci modliły się wzajemnie  za sobą, by Pan nauczył ich być grzecznymi. Życzylibyśmy każdemu  czytelnikowi, by mógł zobaczyć te sceny, jakich byliśmy świadkami  podczas wycieczek. Dzieci widziały, że na kursie znajduje się dużo  broszurek pt. „Nadzieja”, pytały, co to jest i do czego służy.  Któregoś dnia, gdy wychodziliśmy na wycieczkę do ZOO, chłopcy  przynieśli całe stosy książeczek ze słowami: „To zabierzemy”. Gdy tylko  weszli na teren ogrodu zoologicznego, przybiegali co chwila z wołaniem:  „Daj, daj”. Co z tym robili? Rozdawali je ludziom. Mało kto potrafił  umknąć ich uwagi, a robili to z taką radością i zapałem, że do naszych  oczu cisnęły się łzy, gdyż sami nie mieliśmy tyle odwagi co te dzieci.  W ten sposób pracowały również w czasie wycieczki statkiem po Wiśle i  podczas wędrówek po warszawskich ulicach. Chętnie śpiewano pieśni, a  tym chętniej, gdy zauważyły, że ktoś czuje to, co i one i też pragnie  uwielbiać Pana Boga. Dzieci chciały wtedy powiedzieć, wyśpiewać  wszystko, co wiedziały. Aby ich informacje były pełne, przekazywały je  całymi swoimi postaciami, rączkami, uśmiechami i lśniącymi oczkami.

Niezapomniana dla nas była jedna z wieczornych społeczności. Była  ona nietypowa i z jej początkowej fazy trudno było się czegoś nauczyć,  bo dzieci były niegrzeczne i przeszkadzały do tego stopnia, że  postanowiliśmy zostawić je same. Wyszliśmy, tymczasem dzieci najpierw  siedziały cichutko, potem wstały i modliły się. W swoich dziecinnych  modlitwach przepraszały Pana Boga i nas. Czy nie warto naśladować takie  reakcje, jakie powstały wśród dzieci? Kogo z nas dorosłych byłoby stać  na to, aby w takich sytuacjach pomodlić się?

Tak więc ucząc dzieci historii biblijnych o Jozuem i Panu Jezusie  uczyliśmy się od nich praktycznej realizacji tego, o czym się  dowiadywały. O wysokim poziomie kursu mogą świadczyć pytania, jakie  dzieci w wieku 7-11 lat wrzucały do skrzynki pytań. Np. Co znaczą  słowa: „obudzą Jutrzenkę” (z Psalmu 57:9 BW i z pieśni)? Co stało się  ze skrzynią przymierza po zburzeniu świątyni? Czy Judasz  zmartwychwstanie? Kto zbudował Jerycho? itd., a było ich wiele.

Nigdy nie brakowało nam uśmiechu i słońca, a także opieki Pana Boga.  Działo się tak dlatego, że nic nie czyniliśmy bez modlitwy i przez cały  czas trwania kursu staraliśmy się żyć ku chwale Bożej.

Prosimy Was o modlitwę, aby to życie będące światłością świata nie trwało tylko dwa tygodnie, ale przez całe nasze życie. Amen.

Opiekunowie
Przewiń do góry ▲