Zimowisko w Warszawie 25 I - 1 II 1981

WYPOCZYNEK Z BIBLIĄ

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im, bo takich jest królestwo Boże” – Łuk. 18:16.

Pamiętamy wszyscy tę piękną scenę, kiedy nasz Zbawiciel rozmawia z  dziećmi. Bardzo często stawała nam ona przed oczyma na zorganizowanym  zimowisku w Warszawie w dniach 25.I. – 1.II. 1981 r. Jak kilkanaście  stuleci temu, tak i tym razem Pan przygarnął młode serca i przez  tydzień w gronie ok. 40 osób przeżyliśmy z Nim wspaniałą społeczność.  Trudno jest opisać wszystkie piękne chwile, ale przynajmniej cząstką  radości, jaką przeżyliśmy, chcemy się podzielić.

Zajrzyjmy do notatnika kursanta:

Niedziela, 25 stycznia:

Zimowisko zaczyna się jutro, ale jak większość moich kolegów i  koleżanek przyjechałem wcześniej, by w pełni wykorzystać kursowe  chwile. Uczestniczyłem w nabożeństwie warszawskiego zboru, co pozwoliło  mi poznać tutejszych wujków i czuć się jak u siebie. Rozstałem się z  odwożącymi mnie rodzicami, lecz choć byłem tutaj po raz pierwszy,  czułem się jak w domu. Miałem już miłych kolegów, miejsce przy stole i  dobrze napompowany materac. Po kolacji – pierwsze oficjalne spotkanie  kursantów – oczywiście po to, aby się nawzajem poznać. Nie pamiętam  wszystkich nazwisk i imion, ale te najważniejsze: Staszek Sławiński to kierownik, Ela, Andrzej i Irek to nasi grupowi a wujek Adam Kozak będzie naszym wykładowcą. Pamiętam też ciocie kucharki i ich młode pomocnice, a także Piotrka i Lutka – zaopatrzeniowców.

Poniedziałek, 26 stycznia:

Obudziła mnie piękna melodia, a gdy umysł zaczął pracować, dotarły słowa: „Chcę być jak Jezus”. Tak, bardzo chcę przez ten najbliższy tydzień i w dalszym codziennym życiu.

Z niecierpliwością czekałem, co przyniesie mi dzień. Wszystko było  nowe i ciekawe. Po porannej toalecie spotkaliśmy się w społeczności.  Pierwszy raz przeżyłem coś takiego. To było naprawdę „duchowe śniadanie”. Rozmawialiśmy i modliliśmy się o to, by przez czekający nas tydzień było między nami „serce jedno i dusza jedna”.

Z radością i śpiewem na ustach siedliśmy do śniadania, po którym w  pełni sił poszliśmy na salę nabożeństw. Tutaj też śpiewaliśmy Panu Bogu  na chwałę i uczyliśmy się na pamięć wersetów z Ew. Jana 3:16 i 1 Piotra  5:7. Potem wujek Adam opowiadał nam o Panu Bogu, o tym, jaki jest On  wielki i wspaniały, a także, że nas kocha. Przekonaliśmy się o tym na  spacerze, na który poszliśmy zaraz po nabożeństwie. Było tak ślicznie.  Wszystko było pokryte puszystym śniegiem. Tak mądrze i pięknie urządził  Pan Bóg ten świat, że serca same z radością wołały: „Wielki jest Pan i godny wszelkiej chwały”. Po obiedzie, na podstawie 2-go rozdziału Ew. Łukasza rozmyślaliśmy o narodzeniu Pana Jezusa.

Wtorek, 27 stycznia:

„Bez wiary nie można podobać się Bogu...” Dzisiaj te słowa  staraliśmy się zapamiętać. Wierzyć to znaczy zaufać, powierzyć Panu  Bogu całe swoje życie, ale aby mieć silną wiarę, należy się o to  modlić. Właśnie o modlitwie był dzisiejszy wykład. Jeszcze raz ożyły we  mnie wątpliwości – czy Pan Bóg wszystkie modlitwy wysłuchuje, czy  słyszy moje wołania? Jestem często taki niedobry, nieposłuszny, a  jednak jest zapewnienie, że Bóg mnie wysłuchuje i kocha. Jak bardzo Mu  za to dziękuję.

Resztę dzisiejszego dnia do kolacji spędziliśmy w centrum Warszawy.  Najbardziej podobało mi się Muzeum Zoologiczne. Jak cudownie musiało  być w raju, skoro jeszcze dzisiaj istnieją takie piękne owady, ptaki i  zwierzęta...

Środa, 28 stycznia:

Aby opisać wszystko, co czuję, musiałbym napisać książkę. Wszystko  jest ciekawe i na zawsze zostanie w mojej pamięci, tak jak dzisiejszy  werset: „Jeśli wyznajemy grzechy nasze, wierny jest Bóg i  sprawiedliwy, który odpuści grzechy nasze i oczyści nas z wszelkiej  nieprawości”.

Dowiedziałem się dzisiaj, jak to się stało, że w ogóle na świecie  jest tyle grzechu. Irek tak obrazowo i zrozumiale o tym opowiadał. Tak  wiele złego robię codziennie i jak dobrze, że mogę od kogoś oczekiwać  przebaczenia. Szkoda mi moich szkolnych kolegów, którzy o tym nie  wiedzą i często chodzą tacy smutni. Gdy wrócę, to im wszystko opowiem i  doradzę, co mają robić. Po południu studiowaliśmy Słowo Boże. Tym razem  wybrano historię o Bartymeuszu.

Potem były gry i rozwiązywania krzyżówek. Było to sprawdzenie naszej  znajomości Biblii. Postanowiłem, że muszę więcej czytać, bo o wielu  rzeczach jeszcze nie wiem!

Wieczorem wujek Szewczyk opowiadał nam o swojej młodości, a także  przypomniał, jakim pięknym przykładem dla nas jest młody Samuel. Swoimi  przeżyciami z młodych lat dzieliła się z nami również ciocia Gumielowa.

Czwartek, 29 stycznia:

Dowiedziałem się dzisiaj wielu ciekawostek o Biblii. Andrzej mówił  również o tym, jak powstała Biblia i jak to się stało, że możemy ją  mieć i czytać. Bardzo pięknym przeżyciem były dla mnie wieczorne,  modlitewne społeczności w sali. Dziękowaliśmy Panu za ogromną dobroć i  dowody opieki. Dzieliliśmy się wrażeniami i naukami, jakie przyniósł  nam kolejny dzień. Robiliśmy to codziennie, ale społeczność przeżyłem  wyjątkowo.

Piątek, 30 stycznia:

Już wczoraj przyjechał do nas jeszcze jeden wykładowca – wujek  Krawczyk, ale dopiero dzisiaj wspólnie rozmyślaliśmy o Słowie Bożym.  Największym i najpiękniejszym wydarzeniem na ziemi był Chrystus – o tym  właśnie był dzisiejszy wykład.

Popołudniowe rozważania biblijne dotyczyły śmierci Pana Jezusa. Cały  wieczór poświęciliśmy tej sprawie. Wszyscy bardzo przeżyliśmy rozmowy  na ten temat i długo nie mogliśmy zasnąć, bo myśli nasze krążyły wokół  Golgoty, wokół tego okropnego, a jednocześnie niosącego nadzieję i  radość wydarzenia.

Sobota, 31 stycznia:

Niby wszystko zgodnie z programem, ale przecież każdego dnia inaczej. „Bóg chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni”... On  ma swój plan zbawienia – oto temat naszych dzisiejszych rozważań. Pan  Jezus umarł, a także zmartwychwstał i dzięki temu mamy nadzieję  zbawienia.

O wielu rzeczach słyszeliśmy, rozmawialiśmy przy różnych okazjach,  ale dużo jeszcze pytań czekało na odpowiedź, a świadczyła o tym pełna „Skrzynka pytań”. Odpowiedziom  na te pytania było poświęcane ostatnie kursowe nabożeństwo. Potem było  nam nieco smutniej, bo kolacja miała charakter pożegnalny. Bardzo długo  siedzieliśmy przy stołach i ze wszystkich sił i możliwości  dziękowaliśmy za wszystko Panu Bogu, jak również tym, którzy się nami  opiekowali.

Pełen wdzięczności śpiewałem: „Dzięki, kochany Ojcze z nieba” za  wszystko: Za nowe wiadomości, za nauki, które pomogą mi w rozwiązywaniu  codziennych problemów, za piękne wersety i pieśni, których się  nauczyłem, za to, że pokazałeś mi, Panie, jak mam się do Ciebie modlić,  jak dziękować i prosić. Również i za to, że byłeś zawsze z nami: na  nabożeństwach, wycieczkach, strzegłeś nas i nic złego nam się nie  stało. Dałeś poznać mi nowych ludzi, w których znalazłem przyjaciół.

Ciocie kucharki tak niestrudzenie nam dogadzały, wujkowie dbali,  byśmy czuli się dobrze i bezpiecznie. Tyle wysiłku włożyli, aby było  nam dobrze. Bardzo długo trwała nasza pożegnalna społeczność już na  sali nabożeństw, bo serca nasze były przepełnione różnymi uczuciami.  Mieliśmy sobie, a Panu Bogu przez modlitwy tyle do powiedzenia!

Niedziela, 1 lutego:

Mimo małych trudności ze wstawaniem, zachowaliśmy stary, dobry  porządek dnia. Wszystko było takie uroczyste i wzruszające – bo  ostatnie.

Po nabożeństwie warszawskiego zboru podzieliliśmy się naszymi uczuciami i jak zawsze z zapałem śpiewaliśmy: „Chłopcy i dziewczęta, służmy Zbawcy wraz, w domu... w szkole”. Z tym pragnieniem bowiem wyjeżdżaliśmy do domów i o tym mówiliśmy poprzez wiersze i pieśni.

Łzy same płynęły przy pożegnaniu, lecz nie były to tylko łzy smutku  z powodu rozstania, ale także wdzięczności i radości, że Pan pozwolił  nam przeżyć tak cudowny tydzień. Było to dla mnie wielkie spotkanie z  Bogiem. W każdej chwili odczuwałem Jego obecność, czego nigdy przedtem  sobie nie uświadamiałem.

Dziękujemy Ci, Boże, za ten wypoczynek z Biblią!

Za uczesników kursu: F. S.
Przewiń do góry ▲