Zimowisko w Warszawie 28 I - 6 II 1985

„Puszczaj chleb twój po wodzie; bo po wielu dniach znajdziesz go” – Kazn. 11:1.

Jesteśmy z nimi, wokół nich. Stanowią dla nas tyleż samo źródło  problemów, co i radości. Możemy godzinami opowiadać o tych małych  ludziach, zachowujących się w tak dziwny dla nas sposób, że aż  śmieszny. Nierzadko patrzymy w zadumie na ich wrażliwość w odczuwaniu  świata, gdy w najmniej oczekiwanym momencie wielkie, gorące łzy  spływają po małych policzkach... a za chwilę znów wesołe i  niefrasobliwe – umieją żyć tylko teraźniejszą chwilą.

Nasze dzieci. Uczą się, jakimi mają być w przyszłości, w swoim  dorosłym życiu. Nikt chyba nie zaprzeczy temu, iż od nas – dorosłych –  uczą się życia. To właśnie my, dorośli, kształtujemy ich przyszłą  osobowość, ukierunkowujemy ich zainteresowania, wskazujemy wartości.  Przyjdzie kiedyś dzień, w którym rozwiną swe skrzydła. Dokąd się  udadzą? Na pewno wszyscy chcemy, aby wybrały kierunek słonecznego  światła (Psalm 84:12) i ominęły wszelkie złudne światełka, w których  „nie ma żadnej zorzy” (Izaj. 8:20).

Odczuwając do głębi to pragnienie, dostąpiliśmy łaski Bożej, aby i  tej zimy rozdawać nasz chleb – jak tylko umiemy najobficiej; puszczać  po wodzie upływającego czasu dane nam od Pana zrozumienie Jego Słowa, i  zostawiać to wszystko w sercach dzieci. Aby po wielu dniach odnaleźć tę  pracę w naszych rodzinach, zborach, w sercach naszych braci i sióstr.

Gościliśmy więc znów wśród Braterstwa w Warszawie, wraz z 21-osobową  gromadką dzieci w wieku od 7 do 11 lat. Przez 10 dni przebywaliśmy w  Domu Modlitwy warszawskiego Zboru.

Każdy dzień rozpoczynaliśmy i kończyliśmy ze świadomością tego, ze  Pan Bóg na nas patrzy i chce, abyśmy Go uwielbiali, dziękowali Mu i  prosili Go o błogosławieństwa w naszych modlitwach i pieśniach. Od  apostoła św. Jakuba uczyliśmy się, jakimi powinniśmy być, aby nasza  pobożność podobała się Panu. Wspólnie z Dawidem odkrywaliśmy piękną  prawdę: Pan jest naszym Pasterzem. Wraz z psalmistą przemierzaliśmy  szeroką przestrzeń żyznych niw, bogatych w pokarm duchowy;  spoczywaliśmy u spokojnych wód, płynących ku wiecznemu żywotowi. Kubek  naszej radości opływał! A wieczorami siadaliśmy u stóp Jezusa, by  słuchać Jego Słowa Miłości, patrzeć na Jego doskonałe życie, uczyć się  od naszego Mistrza i Pasterza, i zrozumieć (niektórzy z nas po raz  pierwszy) – że On jest naszym Zbawicielem (Jan 10:11).

Słowa wdzięczności i uwielbienia przychodzą nam do naszych serc, ilekroć wspominamy to wspólne, warszawskie spotkanie.

Pan mym Pasterzem, moim jest, mym Pasterzem.
    I już niczego mi nie braknie ...
    Chcę iść do Ciebie, zbliżyć się do Ciebie
    I w domu Twoim chcę zamieszkać
    Bardzo chcę ...

Opiekunowie
Przewiń do góry ▲